„Ostatni bal na zielonej wyspie” –  pod takim tytułem Dziennik Gazeta Prawna opisuje przejawy optymizmu konsumenckiego związanego z Euro 2012. Odnotowana w sondażach poprawa nastrojów Polaków w okresie EURO 2012 przełożyła się, zdaniem ekonomistów, na wzrost konsumpcji, który mają potwierdzić dane o sprzedaży detalicznej za czerwiec br. I to jest jedyna dobra informacja zawarta w artykule. Ekonomiści twierdzą, że w gruncie rzeczy ten „euro-wyskok”  odbywał  się kosztem uszczuplenia oszczędności gospodarstw domowych. Jeśli do tego dodamy obserwowany spadek realnych wynagrodzeń, spadek zamówień w przedsiębiorstwach, wówczas dopełni  się obraz nieuniknionego spowolnienia gospodarki w związku z ograniczeniem popytu wewnętrznego. Popyt z zagranicy także będzie spadał – czytamy dalej w DGP – albowiem wskaźnik PMI dla sektora przedsiębiorstw krajów strefy Euro odnotował kolejny spadek i był najgorszy od połowy 2009 r., czyli od szczytu poprzedniej fazy kryzysu. Pogłębienie kryzysu w strefie Euro, które przewiduje m.in. Nouriel  Roubini, nazywany pieszczotliwie Dr Zagładą, z pewnością Polsce nie pomoże.
 
A więc recesja?  Co do tego nie ma wątpliwości prof. Krzysztof Rybiński, który w wywiadzie udzielonym SuperExpressowi  prognozuje, że w 2013 r. recesja jest nieunikniona. Wprawdzie, zdaniem Rybińskiego, wskaźnik bezrobocia nie będzie tak wysoki jak dekadę temu z powodu możliwości wyjazdów do pracy za granicę, niemniej nastoje społeczne ulegną dalszemu obniżeniu. Zwłaszcza nastroje ludzi młodych, których sytuacja ekonomiczna będzie wypychać z kraju. „Polska traci cenną grupę obywateli.  Straty kapitału ludzkiego nie rekompensuje część dochodu, którą przyślą do kraju. Taki model rozwoju, w którym obroną przed bezrobociem jest wypychanie młodych za granicę, to żaden model. To tragedia narodowa” – konkluduje Rybiński.
 
Jeśli rzeczywiście potwierdzą się te prognozy, wówczas najbliższe wybory będą się odbywać w zgoła odmiennym klimacie ekonomicznym niż te ostatnie. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć skutki wyborcze takiego kryzysu? Nie, ponieważ polityka cechuje się własną, często nieprzewidywalną dynamiką. Niemniej analiza przeszłych danych empirycznych może wskazywać na pewne kierunki rozwoju sytuacji wyborczej. W przygotowanym przez KalkulatorPolityczny.pl raporcie „Anatomia wyborów do Sejmu – 2005 – 2007 – 2011” analizowaliśmy m.in. wpływ stopy bezrobocia na frekwencję wyborczą w powiatach. W przypadku wyborów do Sejmu w 2011 r. stwierdziliśmy występowanie istotnego związku pomiędzy stopą bezrobocia a frekwencją wyborczą – wzrost bezrobocia o jeden punkt procentowy zmniejszał frekwencję o 0,6 pkt. Zmienność frekwencji w powiatach była wyjaśniana przez stopę bezrobocia w 37%.
 
Zatem w przypadku wystąpienia recesji i wzrostu bezrobocia możemy spodziewać się spadku frekwencji wyborczej, o ile nie wystąpią nadzwyczajne czynniki o charakterze politycznym mogące wpływać na mobilizację elektoratu. W wyborach 2011 r., w których frekwencja wyniosła 48,92% (przypomnijmy, że w „nadzwyczajnym”  2007 r. było to 53,88%), wpływ frekwencji na zmiany wyników partii nie był szczególnie silny, niemniej zaobserwowaliśmy pewien fenomen analizując frekwencję w gminach. Mianowicie, im silniejszy był spadek liczby głosujących w gminach, tym większy był udział głosów zdobytych przez dwie największe partie – PO i PiS. Zmniejszanie się frekwencji było większym problemem dla takich partii jak PSL i SLD. Nie istnieje zatem prosty mechanizm mówiący o tym, że recesja oznaczać będzie nieuniknioną porażkę partii rządzącej w sytuacji, kiedy jest ona utrzymać mobilizację własnej bazy wyborczej. W 2011 r. takiej mobilizacji sprzyjała kampania wyborcza PO, zwłaszcza kampania negatywna (spot telewizyjny „Oni pójdą na wybory”), na którą PiS nie znalazł żadnej sensownej odpowiedzi. Własna baza to jednak nie wszystko. Języczkiem uwagi w kolejnych wyborach będą fluktuujący wyborcy (swing voters), których nastroje, jak wiele na to wskazuje,  kształtować się będą pod wpływem ekonomii. To oni przesądzą o wyniku wyborów.
 
Wojciech Pawlak
 
25.07.2012 r.